Tak jak zapowiedziałam, wrzucam rezultat dzisiejszej sesji przed lustrem. Nie ukrywam, że takie szczerzenie się do aparatu nie było dla mnie łatwe. Publikacja efektów tym bardziej!
Widać, że roboty dla ortodonty jest sporo. Nierówności pomiędzy pojedynczymi zębami nie są może tragiczne, ale pomiędzy górne i dolne zęby mogę spokojnie włożyć palec. Wszystko przez to, że tym, jakby nie patrzeć, całkiem okazałym zębom, przyszło egzystować w dość wąskich szczękach. Wiem, że w takich przypadkach często pojawiają się wątpliwości, czy powinno się usuwać jakieś zdrowe zęby, żeby zrobić więcej miejsca. U mnie stety/niestety dylematów takich nie było.
Czemu? Otóż po pewnej traumatycznej wizycie u stomatologa za dzieciaka, przez lata niespecjalnie było mi po drodze do dentysty. A kiedy się w końcu wybrałam, okazało się, że z moimi trzema szóstkami nie da się już nic poza wyrwaniem zrobić. Co zrobiłam. Czwartą (górną) szóstkę udało się uratować kanałowo, a później pieczołowicie odbudować. Pozostałe zęby (o dziwo!) miały tylko kilka niewielkich, szybko załatanych dziur.
Tak czy inaczej zostałam bez trzech zębów i nie widziałam w tym nawet większych problemów, dopóki moja ortodontka nie zwróciła mi uwagi na jedną rzecz. Z powodu braku symetrii moje górne zęby zaczęły lecieć w jedną stronę. No i padł wyrok skazujący - biedna szóstka po przejściach musi opuścić zacne towarzystwo, zrobi się więcej miejsca, a wszystkie cztery luki, chociaż częściowo, zostaną zamknięte aparatem.
Wtedy jeszcze (może całe szczęście) nie wiedziałam, co znaczy usuwanie zęba z koronką i tytanowym wkładem... A znaczy godzinę wiercenia i cztery zużyte wiertła. Otwarta zatoka gratis. Przeżyłam, a dziąsło się już goi, ale na przyszłość dobra rada - jeśli kiedykolwiek staniecie przed decyzją o kompleksowej odbudowie zęba, to zastanówcie się, czy przypadkiem nie będziecie go kiedyś chcieli usunąć:)
To tyle zębowej historii, teraz zostało już "tylko" te nieszczęścia wyprostować.

Powodzenia!
OdpowiedzUsuń