sobota, 23 kwietnia 2016

Parę słów o dolnym łuku

Przyznam, że do tej pory traktowałam mój dolny łuk po macoszemu. Górny prawie całkowicie go zakrywał i to on był głównym powodem kompleksów. Czy to jednak oznacza, że z dolnym łukiem wszystko w porządku? Bynajmniej:) A ponieważ został na ostatniej wizycie aktywowany, to postanowiłam poświęcić mu krótki osobny wpis.

Pomyślałam, że miło byłoby uwiecznić bieżący stan na zdjęciach. Jeśli znacie jakieś dobre sposoby na fotki dolnego łuku to chętnie je poznam - poniżej zamieszczam marne efekty moich wygibasów z telefonem.



Na pierwszym planie widać stłoczenie zębów z przodu. Trójki są tak obrócone, że dopiero za kilka miesięcy czeka je założenie zamków i włączenie do aparatu. No i oczywiście wielkie wyrwy po utraconych szóstkach - nie wiem, jakimi diabelskimi sposobami ortodontka będzie próbowała się ich pozbyć i na ile się to uda. Na razie, w ciągu kilku dni od aktywacji widzę tylko, że między jedną z jedynek i dwójką zrobiła się mała przerwa, ale tak podobno ma być.

Póki co zaczynam cierpliwe czekanie na efekty:)

wtorek, 19 kwietnia 2016

Pierwsza wizyta kontrolna - boli jak diabli

Dzisiaj miałam pierwszą wizytę kontrolną u orto. Już od progu zaczęłam mówić o tym, że zęby bolą mnie praktycznie nieprzerwanie od sześciu tygodni, co utrudnia mi normalne funkcjonowanie. I usłyszałam, że... to normalne i żebym nie spodziewała się, że ból istotnie zelżeje w najbliższym czasie. Kilkukrotnie się pytałam i kilkukrotnie orto zapewniała mnie, że wszystko wygląda dobrze i nie ma powodów do niepokoju. I co ja mam o tym wszystkim myśleć?

Potem zdjęła łuki, pooglądała, wyczyściła resztki kleju/cementu, które zostały po zakładaniu i założyła z powrotem te same (takie same?) łuki. Z tą różnicą, że dolny łuk jest teraz w pełni aktywowany (przedtem na jedynkach i dwójkach nie miałam gumek). Całość bolała mnie jak cholera. Normalnie zęby bolą mnie nawet przy dotykaniu, a tutaj pół godziny gmerania, ciągnięcia i innych atrakcji. Mija parę godzin po tej wątpliwej przyjemności, a ja z bólu już ledwo mówię.

Do tego wszystkiego, odkąd założyłam aparat, ciągle krwawią mi dziąsła. Najczęściej przy myciu zębów, ale potrafią też zacząć krwawić od tak. Zdaniem ortodontki to nie wina aparatu, a ciąży i być może ma rację, ale ciągle, pomimo jej zapewnień, nie mogę pozbyć się wrażenia, że coś jest nie tak.

Wszędzie piszą, że boli przez kilka dni, tydzień. A mnie cały czas tak samo. I mam tego serdecznie dość, zaczynam naprawdę żałować całej tej imprezy.

sobota, 16 kwietnia 2016

5 tygodni - zmiany

Mija 5 tygodni odkąd mam aparat i postanowiłam skleić małe ilustrowane podsumowanie zmian, jakie zaszły. Widok z przodu:

Początek
5 tygodni z aparatem
I widok "wewnątrzgębowy":

Początek
5 tygodni z aparatem
Efekty nie są jeszcze spektakularne, ale dla mnie już zauważalne. Jedynki nieco mniej na siebie nachodzą. Środek górnego łuku przesunął się minimalnie w stronę środka dolnego. Tworząc ten wpis zauważyłam też, że górna lewa trójka (na zdjęciach po prawej) zaczęła się całkiem ładnie układać i dostrzegalnie "zjechała" z dół. Zmiany sprawiają, że uśmiech jest bardziej symetryczny.

Miło widzieć, że cierpienia zaczynają procentować. Byle nie procentowały za bardzo, a to bolesne przesuwanie nie skończyło się obumarciem któregoś z zębów (myśl o tym mnie ostatnio prześladuje!). Pierwsza wizyta kontrolna już za kilka dni i mam nadzieję, że ortodontka mnie uspokoi.

Na koniec ułatwię sobie porównania w przeszłości - dorzucam kilka nowych ujęć, które lepiej pokazują mój największy problem czyli wystawanie górnych zębów do przodu:



niedziela, 10 kwietnia 2016

Jeszcze o (nie)jedzeniu

Naprawdę lubię jeść.

Nie objadać się, ale jeść różne rzeczy. Aromatyczne, dobrze przyprawione, soczyste.. I uświadamiam sobie to bardzo boleśnie dopiero teraz, kiedy mija prawie miesiąc od założenia mojego aparatu.

Wśród zakazów i ograniczeń ciążowych, jedzenie było dla mnie jedną z niewielu przyjemności, które zostały i którym mogłam się oddawać bez większych restrykcji. Teraz stało się przykrą, bolesną koniecznością. Wybierając jedzenie już nie myślę "Na co mam ochotę?" albo "Co będzie najzdrowsze dla mnie i dziecka?". Teraz jest "Co, do cholery, będę w stanie pogryźć?". Nie poddawałam się, próbowałam różnych rzeczy i różnych konfiguracji do gryzienia, ale z marnym skutkiem. "Chrzanić to, zjem tego burgera" - skończyło się tym, że mało się nad nieszczęsną bułą nie popłakałam.

Do rzeczy - powierzchni nadającej się do gryzienia jest w moich ustach nadal bardzo niewiele. Do tego co chwila boli mnie inny ząb. Nie wiem, czy tak powinno być. To dolna dwójka zrobi się tak tkliwa, że ledwo jestem w stanie ją chociażby umyć szczoteczką. Minie parę dni i dwójka się trochę uspokoi, to znów górna piątka zacznie tak boleć, że mam wrażenie, że wypadnie przy mocniejszym nacisku. I tak w kółko. Nie miałam jeszcze pierwszej wizyty kontrolnej, nikt mi tam niczego nie dokręcał, więc na logikę po czterech tygodniach już nie powinno tak boleć. A boli. Wizytę u ortodontki mam za półtorej tygodnia, mam nadzieję, że dowiem się czegoś. A jeśli ból nie minie to raczej nie dam tam sobie niczego wymienić ani podkręcić.

Czy żałuję założenia aparatu? W porze obiadowej na pewno. Nie wierzcie ortodontom bezgranicznie w opowieści o tym, jak to aparat nie utrudnia życia. Rezultatów noszenia aparatu póki co nie widzę. Jedzenie boli, mycie zębów boli, a myśl, że to ma trwać sprawia, że mam ochotę pozbyć się tego aparatu w cholerę. A potem zjeść burgera. I zagryźć ogórkiem kiszonym.