Sama wizyta, o dziwo, przebiegła bezproblemowo. Orto oceniła, że dziąsła wyglądają dużo lepiej niż ostatnio, pochwaliła higienę, a potem sprawnie wymieniła oba łuki na nowe, grubsze, o czworokątnym przekroju (zdjęcia poszły tym razem wyjątkowo marnie:):
Niestety już niedługo po wyjściu z gabinetu zaczął się prawdziwy dramat. W ciągu kilku godzin moje zęby, z całkiem sprawnego mechanizmu gryzącego, zamieniły się w jeden wielki, bolący koszmar. Chyba jeszcze nigdy mnie tak nie bolały! W ruch poszedł paracetamol, ale i tak prawie całą noc chodziłam po ścianach. Rano ciąg dalszy, w pracy jakoś przeżyłam popijając cały dzień lodowatą wodę - ulga chociaż na moment.
Po południu ból trochę zelżał, więc mam nadzieję, że tym razem szybciej "pozbieram się" po wizycie i zacznę w miarę normalnie jeść. Motywacją są też zmiany, które już zaczynają być widoczne i którym planuję poświęcić osobny post w ciągu kilku następnych dni.
Jak to mówią, no pain no gain:)

