Wydawało mi się, że w kwestii przyzwyczajenia języka i podniebienia do aparatu już wszystkie niedogodności za mną, a z zapasu wosku mogę sobie np. ulepić pamiątkową świeczkę;)
Ale nie ma tak dobrze - z jakichś powodów od kilku dni zamiast języka mam w ustach obolałą kluchę:( I to w takich miejscach, z którymi nigdy nie było problemów. A "konfiguracja" aparatowa nie była ostatnio zmieniana. W takim razie winić ciążę? Prawdopodobnie. To już końcówka, to i owo ma prawo sobie spuchnąć. Jak widać z aparatem nigdy nie można powiedzieć, że jakiś problem jest już z głowy.
Do tego mam jeden dylemat. W okolicach 22 września mam mieć planową cesarkę. 20 września jestem zaś umówiona do orto i tak się zastanawiam, czy nie odwołać tej wizyty, żeby sobie nie dokładać kolejnych niedogodności. A może po prostu poprosić orto, żeby była w miarę miłosierna dla moich zębów?:)