wtorek, 19 kwietnia 2016

Pierwsza wizyta kontrolna - boli jak diabli

Dzisiaj miałam pierwszą wizytę kontrolną u orto. Już od progu zaczęłam mówić o tym, że zęby bolą mnie praktycznie nieprzerwanie od sześciu tygodni, co utrudnia mi normalne funkcjonowanie. I usłyszałam, że... to normalne i żebym nie spodziewała się, że ból istotnie zelżeje w najbliższym czasie. Kilkukrotnie się pytałam i kilkukrotnie orto zapewniała mnie, że wszystko wygląda dobrze i nie ma powodów do niepokoju. I co ja mam o tym wszystkim myśleć?

Potem zdjęła łuki, pooglądała, wyczyściła resztki kleju/cementu, które zostały po zakładaniu i założyła z powrotem te same (takie same?) łuki. Z tą różnicą, że dolny łuk jest teraz w pełni aktywowany (przedtem na jedynkach i dwójkach nie miałam gumek). Całość bolała mnie jak cholera. Normalnie zęby bolą mnie nawet przy dotykaniu, a tutaj pół godziny gmerania, ciągnięcia i innych atrakcji. Mija parę godzin po tej wątpliwej przyjemności, a ja z bólu już ledwo mówię.

Do tego wszystkiego, odkąd założyłam aparat, ciągle krwawią mi dziąsła. Najczęściej przy myciu zębów, ale potrafią też zacząć krwawić od tak. Zdaniem ortodontki to nie wina aparatu, a ciąży i być może ma rację, ale ciągle, pomimo jej zapewnień, nie mogę pozbyć się wrażenia, że coś jest nie tak.

Wszędzie piszą, że boli przez kilka dni, tydzień. A mnie cały czas tak samo. I mam tego serdecznie dość, zaczynam naprawdę żałować całej tej imprezy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz