Myślę, że dla wielu świeżo upieczonych "nosicieli" aparatu lingwalnego pierwszy dzień w pracy czy w szkole jest stresującym przeżyciem. W końcu wybraliśmy taki aparat po to, by nikt (lub prawie nikt) się o nim nie dowiedział!
Aby dać sobie czas na oswojenie się z aparatem, wzięłam wolne w poniedziałek, a wczoraj pracowałam z domu. Dzisiaj już jednak nie było wyjścia, musiałam być w pracy, do tego mieliśmy telekonferencję z klientem... Obawiałam się, czy inni usłyszą zmianę w mojej mowie, zastanawiałam się też, jak wypadnie mówienie po angielsku.
Czy inni coś słyszeli? Nie wiem:) Nikt o nic nie pytał, więc ja też nie mówiłam. Mi się ciągle wydaje, że moje s i c nie brzmi za dobrze (chociaż chyba minimalnie lepiej niż zaraz po założeniu). Jak już pisałam, mój narzeczony twierdzi, że jest ok, ale nie wierzę do końca w jego obiektywizm;) W pracy o aparacie wie tylko jedna osoba, ale nie miałam dzisiaj jak z nią porozmawiać - może jutro będzie okazja.
Jeśli chodzi o angielski, to mam mieszane odczucia. Sporo ludzi pisze, że jest łatwiej niż po polsku - może wynika to z tego, że można mówić trochę bardzie niedbale. Z drugiej strony ja miałam dzisiaj wrażenie, że w tym języku jest dużo więcej tego przeklętego s w czystej postaci. Nawet sprawdziłam to teraz i statystyki na Wiki mówią, że mam rację:)
Tak czy inaczej, po początkowych oporach rano, w ciągu dnia przełamałam się i mówiłam normalnie (czyli dużo:). Mam nadzieję, że moja mowa polepszy się z czasem, ale w ostateczności - tak też da się żyć.
Na koniec dodam tylko, że zęby są nadal tkliwe, więc jeszcze nie mogę gryźć, chociaż tu też sytuacja powoli ma się ku lepszemu. Jestem też naprawdę pozytywnie zaskoczona, że omijają mnie te makabryczne obtarcia języka, o których inni tyle piszą. Stosuję wosk tylko na dolnych siódemkach (i to też nie non stop), a język prawie jak nowy:). No cóż, może jest jakaś szansa na przetrwanie:)
jak dlugo utrzymywal sie problem seplenienia? i czy jezyk jest bardzo poraniony ?
OdpowiedzUsuń