wtorek, 8 listopada 2016

Wizyty 4 i 5 - walki z trójką ciąg dalszy

Natłok obowiązków niestety sprawił, że mocno opuściłam się w pisaniu. Sprawa trójki i problemów, które mi nastręcza nie może jednak zostać nieodnotowana.

Na trzeciej wizycie, jak już pisałam, pomiędzy dolnymi dwójkami i czwórkami zostały zamontowane sprężynki, żeby zrobić miejsce dla trójek. Po lewej stronie miejsce już jest i trójka jest gotowa na zamek. Po prawej niestety jest gorzej:


Posługuję się na razie starym zdjęciem, bo niestety nie robiłam wtedy nic nowego. Sprężynki zadziałały o tyle, że zrobiło się miejsce między trójką i czwórką, ale trójka pozostała przyklejona do dwójki i nie ma jak na nią nakleić zamka.

Wizyta czwarta. Udało się jeszcze przed porodem. Na wizycie rozpoczął się proces zamykania luk (opiszę w kolejnym poście). Do obrócenia trójki orto zainstalowała mi mniej więcej taką konstrukcję (dlaczego nie mam zdjęcia, to wytłumaczę się za chwilę):


Na czerwono zaznaczyłam zamek na czwórce i taki drobniejszy metalowy guziczek na trójce. Połączone były gumkami. Patrząc na to można dość do wniosku, że miało to nawet szansę zadziałać.

Niestety w kilka godzin po powrocie do domu guziczek z trójki się odkleił... Konkretnie zaklęłam i zapakowałam się z moim wielkim brzucholem w tramwaj, żeby po raz kolejny tego dnia odwiedzić orto. Ta stwierdziła, że w takim razie nie będzie mnie już męczyć przed porodem i zdjęła resztki konstrukcji. Do trójki miałyśmy wrócić po porodzie.

Wizyta piąta. Tak jak miałam obiecane, znów walka z trójką. Tym razem konstrukcja wyglądała mniej więcej tak:


Dwa normalne zamki połączone gumką. Trochę miałam wątpliwości, czy takie coś zadziała, ale miałam nadzieję, że orto wie, co robi.

Tym razem całość wytrzymała trochę dłużej. Trójka i czwórka oczywiście dość konkretnie bolały po dołożeniu nowych sił, ale to było do przewidzenia. Trójka przesunęła się trochę w stronę czwórki, wydawało mi się jednak, że nadal dużo za mało niż trzeba. A jakieś dwa tygodnie po wizycie, z trójki znów odpadł zamek! Chyba nie muszę opisywać poziomu mojej irytacji wtedy... Nie pozostało mi nic innego, jak zorganizować sobie kolejną awaryjną wizytę.

Moja ortodontka nie miała czasu mnie skonsultować i trafiłam do innej. Ta jedyne, co mogła zrobić, to odtworzyć konstrukcję (która, moim zdaniem, nie działa za dobrze) i zalecić mi oczekiwanie do planowej wizyty aktywacyjnej u mojej orto.

Dzisiaj wygląda to tak:


  

Na następnej wizycie mają być naklejane zamki na te trójki, ale nie wiem, czy to się uda. Póki co, ciągłe zmiany przykładanych sił powodują bardzo uciążliwy ból tych dwóch zębów, a ja jestem mocno zirytowana częstym bieganiem z awariami.

5 komentarzy:

  1. jezeli możesz to powiedz coś więcej, sam jestem w sytuacji w której za miesiąc mam mieć zakładany aparat lingwalny w klinice http://www.orto-magic.eu/, trochę się obawiam jednak w głównej mierze towarzyszy mi ekscytacja. Jestem ciekawy jak teraz to u ciebie wygląda.

    OdpowiedzUsuń
  2. I co z tym ostatnim wpisem? rekrospekcha?

    OdpowiedzUsuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  4. Poniewaz Twoj blog jest "kaput" to odsylam do swojego: https://zdziennikaaparatnika.wordpress.com/2019/01/20/apart-lingwalny-retrospekcja-po-3-latach/

    jak dodasz retrospekcje to Cie u siebie podlinkuje...

    OdpowiedzUsuń