Oprócz tego, że jestem leniem, to świadczy to jeszcze o jednej rzeczy - o tym aparacie naprawdę idzie zapomnieć! Nooo, pod warunkiem, że nie boli oczywiście. Ostatnio nie pamiętam o nim, gdy mówię, nie myślę o nim, gdy jem, zapominam nawet, gdy myje zęby (to akurat mniej dobrze). Także, nawet gdybym chciała opisywać tu jakieś mrożące krew w żyłach aparatowe historie, to niestety nie mam jak:)
A same zębole? Powoli, ale systematycznie się prostują, a ja coraz chętniej się uśmiecham. Dzisiejsze wygibasy:
Góra nadal wystaje, ale mniej i całkiem ładnie się poukładała. Dół gorzej, ale orto mnie uprzedzała, że nie będzie z nim łatwo. Po prawej stronie między trójką i czwórką zrobiła się spora przerwa - prawdopodobnie miejsce na obrócenie trójki. Przez przerwę zamek na czwórce jest trochę widoczny przy szerokim uśmiechu, ale nie przeszkadza mi to. Bo jest coraz lepiej:)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz